Ks. E.Dąbrowski o swoim NT z Wulgaty

W 1947 roku ksiądz Eugeniusz Dąbrowski czuje "ciężar dziejowy" dokonującego się właśnie przełomu w katolickich przekładach Pisma Świętego na język polski. Jego przekład Nowego Testamentu jest wszak "pierwszym po Wujku". A ponieważ w obecnie drukowanym wydaniu, "ze względu na trudności techniczne", brak miejsca na szersze wyjaśnienia, na łamach pisma "Ateneum Kapłańskie" [Rok 39 Tom 46] wprowadza czytelników w potrzebę oraz "technikę i cel" swego przekładu. Poniższy tekst jest kopią tego właśnie artykułu.


Ks. Eugeniusz Dąbrowski
Doktór Nauk Biblijnych

NOWY PRZEKŁAD PISMA ŚWIĘTEGO

Znana firma "Albertinum" w Poznaniu przystąpiła przed kilku tygodniami do druku mego przekładu Nowego Testamentu z Wulgaty ze wstępami i niewielkim komentarzem. Będzie to editio minor, nazwana tak, ze względu na najbardziej konieczne wyjaśnienia zawarte bądź to we wstępach, bądź też w komentarzu. Przygotowana od lat kilku editio maior z obszernymi wstępami i wyczerpującym komentarzem, ze względu na trudności techniczne, na razie wydrukowaną być nie może. Nie potrzebuję dodawać, że przewidywany porządek druku był akurat odwrotny: po wydaniu większym, miało nastąpić wydanie mniejsze. Ta zmiana skłania mnie właśnie do skreślenia kilku słów dotyczących nowego przekładu, jego techniki i celu.


1. O potrzebie nowego przekładu Pisma św. na język polski mówiono i pisano u nas w ciągu lat ostatnich zbyt wiele, aby trzeba jeszcze było szeroko się na ten temat rozwodzić [1]. Wszyscy zgodnie nie tylko potrzebę taką uznawali, ale na tzw. krakowskim zjeździe polskich biblistów w 1936 roku przystąpiono nawet konkretnie do realizacji poważnie zarysowanego programu: przygotowania wspólnymi siłami nowego przekładu w oparciu o teksty oryginalne t.j. hebrajski i grecki. Praca ta z konieczości musiała być obliczona na szereg lat, a wojna przedłużyła ją na czas, którego nawet w przybliżeniu określić nie podobna. Tymczasem powody, które już w początku XIX wieku nakazywały niektórym przynajmniej członkom Episkopatu polskiego poważnie myśleć o nowym przekładzie [2], nie tylko nie zniknęły, ale w miarę pogłębiania się myśli religijnej w naszym kraju ustawicznie zyskiwały na sile. Potrzebie tej przed laty trzydziestu usiłował zaradzić znakomity biblista polski ks. prof. dr W. Szczepański w wydanym przez siebie tłumaczeniu czterech ewangelii i Dziejów Apostolskich (Kraków 1917). Niestety, praca jego napotkała na tyle sprzeciwów [3], że naogół nie wprowadziła ona żadnych zmian pod tym względem. Przy tym chodziło tylko o niektóre księgi Nowego Testamentu, tak, że próba ta, już z tego tylko tytułu nie mogła wpłynąć nawet na zmianę tekstu lekcji i ewangelii czytanych z ambon kościelnych.

Pozostawał tedy przekład ks. Jakuba Wujka wydany w wieku XVI-ym (1599). Przywiązanie narodu polskiego do tego przekładu, będącego ważnym pomnikiem mowy polskiej z doby szczytowego jej rozwoju, było i jest tak wielkie, że, powiedzmy to otwarcie, wpływało ono hamująco na wszelkie poczynania w tym względzie. W tym czasie, gdy inne narody miały po kilka katolickich tłumaczeń Pisma świętego, z których każde oddawało usługi w rozumieniu Słowa Bożego, u nas zdobywano się jedynie na coraz to nowe wydawanie tekstu Wujka z mniejszymi czy większymi poprawkami [4].

W przekonaniu, że obok tekstu ks. Jakuba Wujka jest jednak i u nas miejsce na tekst inny, który by już nie tylko we wstępach i komentarzach, ale nawet w samym swym brzmieniu bardziej odpowiadał wymaganiom współczesnym, zabrałem się jeszcze przed wojną do nowego przekładu. Powiadam "nowego przekładu" i rozumiem przez to bezpośrednie oparcie się na tekście Wulgaty, w tej jego formie, jaką znamy z wydania Aug. Merka, prof. Instytutu Biblijnego w Rzymie [5]. Nie chcę jednak przez to wykluczyć uwzględnienia nie tylko przekładu Wujka, ale i innych tekstów polskich z wieku XVI czy XVII, a nawet i późniejszych ich opracowań [6]. Jedynie tego rodzaju metodę uznałem za wskazaną. Biblijny bowiem tekst polski ma za sobą kilkuwiekową tradycję i nieliczenie się z nią może w rezultacie doprowadzić do bardzo dokładnego nawet tłumaczenia, ale rażącego swoją nowością nasze ucho, przywykłe, zwłaszcza w ewangeliach, do pewnych wyrażeń mających wartość aforyzmów. Nie inaczej zresztą postępował sam ks. Jakub Wujek, czerpiąc z pierwszej drukowanej Biblii polskiej Jana Leopolity z roku 1561, a jedną z przyczyn nieudania się próby ks. prof. W. Szczepańskiego było nieliczenie się z tradycją biblijnego języka polskiego. Nie można być bezkarnie zbyt śmiałym pionierem na terenie, na którym poprzednicy nasi pozostawili ślady swej wielkiej pracy.


2. Mając na uwadze przesłanki powyższe, zastosowałem do tekstu Wulgaty zasady, którymi niegdyś kierował się św. Hieronim przy dokonywaniu przekładu z języka hebrajskiego na łaciński. Są one następujące:

Zbyt często, niestety, zasada ta tak prosta i oczywista w praktyce nie jest stosowana, co w rezultacie doprowadza nie tylko do niejasności, ale nawet do zniekształceń sensu. W Nowym Testam. Wujka można by cytować szeregi przykładów ilustrujących zaniedbanie tej zasady. Arcbp Symon swego czasu utrzymywał nawet, że "dobra połowa Pisma św. w polskim przekładzie jest ciemna, niezrozumiała, a niekiedy błędna" [7]. Jest to niewątpliwie ocena przesadna, odnosząca się zresztą głównie do St. T., ale i w Nowym nie brak na to przykładów. Tak np. w ewangelii św. Mateusza 23,5 czytamy w tłumaczeniu Wujka: A wszystkie sprawy swe czynią, aby byli widziani od ludzi. Albowiem rozszerzają bramy swe i większe czynią kraje. Rzut oka na tekst łaciński wskazuje, że nie chodzi w nim ani o "bramy", ani o "kraje" w znaczeniu potocznym (dilatant enim phylacteria sua et magnificant fimbrias) - czyli, że tłumaczenie jest błędne. Zachowanie go przez nowoczesne opracowania tekstu Wujka jest oczywiście konserwacją błędu.

a co do poszczególnych wyrazów o tyle, o ile zgadza się to z duchem języka, na który jest dokonywany. Zastosowanie tej zasady, jak z jednej strony pozwoli uniknąć błędów zbędnego werbalizmu, tak z drugiej uchronić winno od przesadnej swobody w tłumaczeniu, czyli od tzw. parafrazy. Zasady te są jasne i nie wymagają szerszych omówień, chociaż stosowanie ich w praktyce nastręcza pewne trudności. Tak np. wydane przez zasłużonego ks. J. Korzonkiewicza tłumaczenie Arcbpa Symona listów św. Pawła, mimo swych niezaprzeczalnych wartości (piękności wysłowienia, jasności układu itd.), zbyt daleko odbiega od oryginału, aby je uważać za przekład w znaczeniu ścisłym. Jest to raczej szczególny rodzaj w wielu fragmentach wyraźnej parafrazy.

3°Wreszcie św. Hieronim, sam wybitny znawca języka łacińskiego, postawił sobie jako zasadę Zasada ta obowiązuje wszystkich tłumaczów i szczególniej na terenie przekładów Pisma św. na języki nowożytne winna znaleźć pełne zastosowanie [8].


3. Prof. Ign. Chrzanowski postawił swego czasu tak wysokie wymagania dla tłumaczy Pisma św., że co lękliwsi z placu ustąpili. Czytamy bowiem: "Kto chce złożyć w darze narodowi swojemu Pismo św. w języku ojczystym, ten powinien być jednocześnie uczonym, bo inaczej przekład nie będzie wierny - i utalentowanym pisarzem, bo inaczej przekład nie będzie piękny, i człowiekiem prosego serca, bo inaczej przekład nie będzie prosty. Ten ostatni warunek jest ze wszystkich najtrudniejszy, bo do rzadkich wyjątków należą uczeni, którzy mają prawo mówić o sobie: Szczęśliwi ludzie, co za nauk skarby - skarbu serca nie oddali" [9].

Przyznam się, że warunki powyższe działały na mnie wyraźnie zniechęcająco. Bo nie mówiąc o warunku trzecim, już drugi sprawiał trudności. To też, po dokonaniu przekładu, zwróciłem się do W. Doroszewskiego, prof. językoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim i członka Akademii Umiejętności, aby tłumaczenie moje przejrzał dokładnie, nie szczędząc tłumacza ani jego pracy. I nie mam powodu skrywać, że dopiero po gruntownej rewizji tekstu, wielu dyskusjach i ostatecznych sformułowaniach, można było przystąpić do druku. W przedmowie napisanej dla edito maior mego przekładu prof. Doroszewski pisze: "Mimo całego pietyzmu dla języka tradycyjnego i dla monumentalnego dzieła Wujka, trudno nie widzieć, że język tego dzieła nie czyni w całości zadość tym wymaganiom, jakie dziś językowi polskiemu tekstu Ewangelii i innych ksiąg biblijnych stawiać możemy. Wymagania zaś sprowadzić się dadzą do trzech zasadniczych postulatów, którymi są: tradycyjność, sugestywność, zrozumiałość. Sama tylko tradycyjna archaiczność w swej czystej, muzealnej postaci wyradzać się może w odczuciu współczesnym w pewną koturnowość, tracąc tym samym właściwą sugestywność, a niekiedy i należytą zrozumiałość. Sugestywność natomiast i zrozumiałość o charakterze czysto doraźnym i aktualnym, oderwanym od tradycji, byłyby sugestywnością niejako niższego rzędu i nie licowałyby z samą naturą tematu".

W tym ostatnim zdaniu tkwi uzasadnienie faktu, że w przekładzie moim liczyłem się nie tylko z biblijną tradycją języka polskiego, ale, że zachowałem archaizmy wszędzie tam, gdzie są one zrozumiałe. Tym bardziej, że wiele z nich zyskało pełne obywatelstwo nawet we współczesnym języku polskim. I ma całkowitą słuszność prof. Doroszewski, gdy pisze, że "zupełne wyrzeczenie się archaizmów, całkowita aktualizacja stylu byłyby rezygnowaniem z bogactw, które czas w języku nagromadził, traceniem oddechu, dobrowolnym zasklepieniem się w postaci i nędzy dnia powszedniego.


4. Ażeby przynajmniej w przybliżeniu dać próbę nowego przekładu, wybieram dwa fragmenty dość charakterystyczne, prolog ewangelii św. Łukasza, jako wzór opisu historycznego i fragment Dziejów Ap. zawierający mowę Tertullusa oskarżającą Pawła przed Feliksem. Podaję przy tym tekst Wujka w wydaniu ks. Arcbpa Szlagowskiego dla porównania.



Łk. I, 1-4
TEKST WUJKA NOWY PRZEKŁAD
Ponieważ wielu się ich kusiło, żeby spisali porządną historię o rzeczach, które się w nas wypełniły; Jako nam podali, którzy się im od początku sami przypatrowali i byli sługami mowy. Zdało się i mnie, którym z początku pilnie wszytkiego dochodził, porządnie, tobie, cny Teofile, wypisać: Abyś poznał prawdę słów tych, których cię nauczono. Ponieważ wielu już usiłowało ułożyć opis zdarzeń, które się wpośród nas dokonały, jako nam przekazali ci, którzy od początku byli świadkami i sługami nauki, postanowiłem i ja, dostojny Teofilu, zbadawszy wszystko dokładnie od pierwszych chwil, opisać ci to w należytym porządku, abyś się przekonał o prawdzie tych słów, których cię nauczono.
Dz. Ap. 24,2-8
Gdyż w wielkim pokoju przez cibie żyjemy i wiele się przez twoję opatrzność poprawia, zawszedy i wszędzie z wszelkiem dziękowaniem przyjmujemy, cny Feliksie. A iżbym cię długo nie bawił, proszę, abyś nas maluczko z łaski swej posłuchał. Znaleźliśmy tego człowieka zaraźliwego i wzbudzającego rozruchy wszytkim żydom po wszystkim świecie, i wodza rozruchów sekty Nazareńczyków. Który się też kusił zgwałcić kościół; któregośmy też pojmawszy, chcieli osądzić wedle zakonu naszego. Lecz przyszedszy tysiącznik Lizjasz z wielkim gwałtem, wydarł go z rąk naszych, rozkazawszy tym, którzy nań skarżą, iść do ciebie: od którego możesz sam, rozsądziwszy o wszytkiem tem rozeznać, o co my nań skarżymy. Gdy, dzięki tobie żyjemy w wielkim pokoju, a przez twą przezorność wiele zmienia się na lepsze, zawsze i wszędzie, dostojny Feliksie, wdzięcznym przyjmujemy to sercem. I aby się zbyt długo nie rozwodzić, proszę, byś łaskawie przez chwilę posłuchać nas raczył. Męża tego szerzyciela zarazy, znaleźliśmy wzbudzającego niepokoje wśród wszystkich Żydów na całym świecie, jako, że jest przywódcą buntowniczej sekty Nazarejczyków. A że usiłował nawet i świątynię znieważyć, przeto, pojmawszy, chcieliśmy osądzić według praw naszych. Nadbiegłszy jednak trybun Lizjasz, wyrwał go z rąk naszych, rozkazując, aby oskarżyciele przybyli do ciebie. Od niego zresztą, po przesłuchaniu, będziesz się mógł dowiedzieć wszystkiego, o co go oskarżamy.

Oczywiście, że różnice tekstów w księgach już nie historycznych (Ewangelie, Dzieje Apostolskie), ale dydaktycznych (Listy św. Pawła i Katolickie), są znacznie większe. Tłumacz udał tam już większą swobodę i nie był skrępowany jak w ewangeliach ustalonymi wyrażeniami, których nie uważał za stosowne zmieniać bez szczególnego powodu.

W końcu na uwagę zasługuje, że nawet w editio minor podałem podwójny typ komentarza. Księgi historyczne mianowicie wyjaśniłem w sposób dotychczas powszechnie przyjęty tj. komentarz uwzględnia poszczególne słowa czy nawet całe wyrażenia w tekście. Natomiast w listach św. Pawła zastosowałem komentarz ciągły (commentarius continuus), co w niemałym stopniu może się przyczynić do uchwycenia głównej myśli natchnionego Autora i jej rozgałęzień.

Warszawa Ks. dr Eugeniusz Dąbrowski




Przypisy
1. Por. Ks. J. Archutowski, Uwagi o nowych wydaniach Pisma św., Kraków 1936, Ks. P. Stach, O potrzebie nowego polskiego przekładu Pisma świętego. Lwów 1936.
2. Arcybiskup gnieźnieński i poznański Marcin Dunin pisał w r. 1897 do arcybiskupa warszawskiego, "Wszakże nie przedrukowanie tylko wydaje mi się potrzebne lecz i nowy przekład polski, gdyż tłumaczenie Ks. Wujka niegdyś jasne dziś dla poprawy języka w niektórych miejsceh jest zupełnie nietrozumiałe, przeto i przy dobrej chęci czytania następuje znudzenie i kładzie się książkę bez dopięcia celu głównego".
3. Głównie J. Chrzanowskiego, Nowy przekład polski Pisma świętego, Kraków, 1920. [BP: Pełny tekst tej pracy jest dostępny na stronie UltraMontes.pl]
4. Nowy Testament tekstu Wujka już w bieżącym stuleciu wydali m.in. ks. Arcbp. A. Szlagowski, ks. J. Rostworowski w tzw. Biblii Krakowskiej oraz ks. L. Semkowski w znanym wydaniu podręcznym oo. Jezuitów.
5. Novum Testamentum graece et latine, Romae, 1938. Wydanie to tyllko w małoznacznych szczegółach różni się od tekstu przygotowanego przez Wordsworth White'a (ed. minor Oxford 1911).
6. Głównie opracowania ks. J. Rostworowskiego w najwyższym stopniu zasługującego na uwagę ze względu na wartości językowe i ciekawe sugestie co do treści.
7. Por. Ateneum Kapłańskie 1917, 21.
8. Por. Institutiones Biblicae, Romae 5, 1937, 302-303.
9. Nowy przekład polski Pisma świętego, 6.



Tekst artykułu zaczerpnięty z Bazy Artykułów Biblistyki Polskiej [Dostęp jest darmowy, ale trzeba mieć założone konto]

Artykuł dodano: 16 lutego 2015 r.
 

Zostaw komentarz

Komentarz: 


Podpis:     
Przepisz kod: